MCh: Panowie, pozw—lcie, że rozpocznę od prostego pytania, kt—re dla was jest zapewne absolutnie oczywiste, ale nie jestem pewien, czy dla nas, widz—w, oglądających codziennie filmy, także jest to oczywiste. Dlaczego kino potrzebuje komputerowych efekt—w specjalnych?
BJ: Czyli w gruncie rzeczy zaczynamy od trudnego pytania?
KS: Kino potrzebuje grafiki komputerowej, bo potrzebuje możliwości opowiedzenia takich historii, jakie chcemy dzisiaj opowiadać. A chcemy opowiadać historie w rozbudowanym, fantastycznym świecie. Niezwykle trudno jest realizować takie wizje z dostępnymi dzisiaj budżetami, toteż dla ułatwienia sięga się po prostu po obrazy generowane komputerowo.
BJ: Dodam, że to po prostu kolejne narzędzie pozwalające na opowiadanie historii. Dobry film pozostaje dobrym filmem. Jeśli jesteśmy w stanie dodać coś do opowiadanej w nim historii posługując się technologią komputerową, to dlaczego mielibyśmy tego nie robić? Zresztą w historii kina zawsze było mn—stwo film—w, kt—re pr—bowały przesunąć barierę technologiczną. Pamiętajmy, że na początku mieliśmy filmy nieme, po czym pojawiło się kino m—wione, co w praktyce oznaczało wykorzystanie woskowego walca z zarejestrowanym dźwiękiem. Mn—stwo ludzi stwierdziło wtedy, że nie na tym polega prawdziwy film. Te same argumenty podawano w kontekście zderzenia fotografii i malarstwa. A malarstwo przecież nigdy nie zniknęło, prawda? Z tego punktu widzenia można powiedzieć, że nowe narzędzie niesie ze sobą nowy potencjał, ale to nadal tylko nowe narzędzie.
MCh: Właściwie od razu wyszedł nam tutaj konflikt. Jeden z pan—w m—wi, że to tylko narzędzie, a drugi, że coś zmieniło się w kinie. Faktycznie powiedziałby pan, że zmnieniły się w kinie opowiadane historie?
KS: Moim zdaniem tak, historie zmieniły się właśnie dlatego, że dzięki grafice komputerowej jesteśmy dzisiaj w stanie generować dowolne światy, a ograniczeniem jest tylko wyobraźnia. Historie, w kt—rych powstaniu uczestniczymy, są tak nieziemskie, tak niepowtarzalne, bo właśnie mamy takie możliwości – oczywiście jeśli na ich wykorzystanie pozwala budżet projektu. To dopiero grafika komputerowa pozwoliła tw—rcom filmowym kompletnie uwolnić wyobraźnię.
MCh: Można to też chyba ująć z drugiej strony – pewne historie musiały poczekać, bo nie dało się opowiedzieć ich 30, czy 40 lat temu.
BJ: Tak, tutaj oczywistym przykładem jest ãWładca pierścieniÓ. Kiedyś tylko animacja oferowała tę przewagę nad kinem aktorskim, że w animacji dało się zrealizować wszystko. Dlatego zresztą powstała całkiem niezła animowana wersja ãWładcy pierścieniÓ.
MCh: Czy moglibyście panowie wyjaśnić pewne r—żnice terminologiczne pomiędzy obrazami generowanymi komputerowo w waszych projektach, animacją, o kt—rej właśnie Pan wspomniał, i efektami specjalnymi, cokolwiek to ostatnie stwierdzenie oznacza?
BJ: Oczywiście. Klasyfikacja zakłada, że efekty specjalne to wszystko, co można uchwycić za pomocą kamery. Wszelkie elementy takie, jak eksplozje, specjalna charakteryzacja z wykorzystaniem na przykład odpowiednich protez, czasami także r—żne stworzenia. W ãSzczękachÓ rekin był właśnie efektem specjalnym. Ale Kino pracował już przy kilku filmach o rekinach, gdzie tw—rcy postanowili zrezygnować z fizycznych efekt—w specjalnych i wygenerować rekiny komputerowo – z tego prostego powodu, że animowany rekin zrobi wszystko, czego chcemy, bez zagrożenia życia aktor—w.
MCh: A poza tym doskonale wiemy, jakie problemy techniczne na planie ãSzczękÓ powodował model rekina o imieniu nomen omen Bruce.
BJ: Tak, znana historia. Zdaje się, że rodzice nazwali mnie Bruce właśnie po nim. A może jego po mnie.
MCh: Dobrze, czyli mamy efekty specjalne, mamy obrazy generowane komputerowo i mamy animację. Jaka jest zatem r—żnica pomiędzy animacją komputerową i obrazami generowanymi komputerowo dla potrzeb filmu?
BJ: R—żnice są tutaj zasadnicze. W ostatnich latach w świecie animacji pojawiła się tendencja, by filmy animowane animować właśnie w postaci obraz—w generowanych komputerowo. Otrzymujemy wtedy w pełni renderowane, tr—jwymiarowe środowiska z tr—jwymiarowymi postaciami. Tymczasem gdy animacja tradycyjna oznacza pracę nad każdą kolejną klatką.
MCh: Pracę ręczną.
BJ: Dokładnie. Pracę ręczną i do tego bardzo czasochłonną. Argumenty przemawiające za komputerowym generowaniem obrazu w animacji są takie, że ustala się zdarzenie, albo kluczową klatkę w jednym określonym miejscu, a inną w drugim, po czym komputer wykonuje pełną interpolację, czyli tak zwane obrazy pośrednie, z zachowaniem wszelkich kolor—w, oświetlenia i tak dalej. Ale ponownie podkreśliłbym tutaj, że animacja jest po prostu kolejnym sposobem opowiadania historii. Jeśli mamy do opowiedzenia dobrą historię, to sprawdzi się ona niezależnie od tego, czy używamy animacji tradycyjnej, rysunk—wÉ
KS: Éanimacji poklatkowejÉ
BJ: Tak, animacja poklatkowa to też dobry przykład. To wszystko naprawdę po prostu wyb—r wykorzystywanego formatu. Mam wrażenie, że wytw—rnie filmowe czasami kierują się gł—wnie matematyką, zakładając, że animacja komputerowa zarobi więcej niż animacja tradycyjna.
MCh: Bo wygląda to przy okazji bardziej nowocześnie.
BJ:: Tak, ale oni uważają też często, że lepsza jest dzięki temu r—wnież sama opowieść. Tymczasem w ostatnich latach mieliśmy kilka film—w, kt—re okazały się niesłychanie interesujące. Mam tutaj na myśli na przykład filmy japońskiego reżysera, Hayao Miyazakiego, kt—re robią ogromne wrażenie, mimo że większość z nich to tradycyjna animacja. Jest w nich trochę grafiki komputerowej, ale stosuje się ją z wielkim wyczuciem.
MCh: Dochodzimy tu do bardzo ważnego punktu. Niekt—rzy widzowie, niechętni przesadnemu wykorzystywaniu technicznych nowinek w kinie zarzucają, że efekty komputerowe często stają się ważniejsze niż sama historia – że czasami całe sekwencje przeszkadzają w oglądaniu filmu, bo realizuje się je tylko po to, żeby widz zwr—cił uwagę na spektakularne efekty, zamiast na historię. Czy jako eksperci w tej dziedzinie zadajecie sobie panowie to pytanie podczas pracy: czy to, co wykonujemy pomaga, czy przeszkadza fabule?
KS: Każdego dnia. Widziałem sytuacje, w kt—rych obrazy generowane komputerowo i efekty specjalne po prostu zniszczyły film. Widziałem sytuacje, w kt—rych tw—rcy kompletnie zapomnieli o historii i położyli nacisk jedynie na efekty specjalne, kt—re miały przyciągnąć widz—w do kin. Tutaj zawsze stąpamy po cienkim lodzie i bez przerwy trzeba zadać sobie pytanie: ãDobrze, czego na pewno nie da się zrobić fizycznie na planie filmowym?Ó Wtedy można wykorzystać efekty komputerowe. Błędem jest założenie z g—ry, że wszystko robi się komputerowo, włącznie z p—źniejszym poprawianiem tego, co po prostu nie wyszło. Czyli naprawdę, zawsze trzeba tu sobie zadawać pytanie dlaczego coś robimy w taki, czy inny spos—b.
MCh: To jednak oznaczałoby, że zanim zabierzecie się panowie do pracy musicie doskonale znać cały film. Do jakiego stopnia wiecie nad czym pracujecie? Czy znacie dokładnie całą fabułę? Czy musicie znać nawet te sceny, w kt—rych nie wymaga się żadnych efekt—w komputerowych?
BJ: Filmy są zbyt kosztowne, żeby ktoś w naszej branży nie wiedział dokładnie nad czym pracuje. Podam może taki przykład: pracowałem nad filmem ãPojutrzeÓ, w kt—rym czarnym charakterem są właściwie zjawiska atmosferyczne, niszczące Ziemię. Teoria m—wi, że w takim przypadku obrazy generowane komputerową grają w filmie taką samą rolę jak postacie. Może nie w takim sensie, jak w przypadku Golluma, ale wiadomo o co chodzi. Aby coś takiego się udało, jedyny spos—b na skuteczne zwr—cenie uwagi na film wymaga pokazania czegoś, czego nie pokazano nigdy wcześniej. Akurat ten film miał budżet 150 mln dolar—w, kt—ry i tak przekroczono właśnie po to, by stworzyć na ekranie fantastyczny świat. Gdyby tw—rcy się na to nie zdecydowali i poprzestaliby po prostu na wielkiej burzy, tak jak, powiedzmy, w oryginalnej wersji ãTragedii PosejdonaÓ, film nie odni—słby takiego sukcesu. Czyli miejmy świadomość, że istnieje także ten problem – jeśli ktoś chce zagwarantować pewnemu typowi film—w sukces, trzeba wykroczyć daleko poza to, co znają już widzowie. Bo widzowie m—wią często: chcemy zobaczyć coś, czego nigdy wcześniej nie widzieliśmy.
MCh: Zgoda, ale dotyczy to właśnie gł—wnie tych spektakularnych film—w, kt—re z założenia mają być przede wszystkim wielkim widowiskiem. Tymczasem dzisiaj w kinie obrazy generowane komputerowo stosuje się także w zupełnie innej kategorii film—w – takich, w kt—rych nie chodzi o zachwycenie widza tym, co zobaczy, tylko w stworzeniu bardziej realistycznego świata, kt—rego stworzenie bez komputer—w byłoby znacznie trudniejsze.
KS: To prawda. Pracowałem przy ãRaporcie mniejszościÓ Spielberga, gdzie najpierw dostałem do przeczytania scenariusz, p—źniej obejrzałem plany kolejnych ujęć i pewne wstępne szkice. Moim zadaniem miało być przygotowanie r—żnych koncepcji wizualnych dla poszczeg—lnych lokalizacji. Tyle że zanim jestem w stanie zaproponować koncepcje wizualne i przejść do poziomu efekt—w specjalnych, muszę poznać cały filmowy świat. Musiałem spotkać się ze scenografem, reżyserem i wycisnąć z nich jak najwięcej informacji o tym, co chcą w filmie pokazać, jakie chcą wywołać wrażenia, jaka ma być ta przyszłość, kt—rą chcą pokazać. Musiałem być pewny, że to ich wizja będzie widoczna w mojej pracy. Nie da się do tego dojść, jeśli nie spędzi się odpowiednio dużo czasu z tw—rcami filmu i to na długo zanim w og—le zacznie się pracę nad jakimikolwiek szkicami, czy obrazami komputerowymi. Wielokrotnie widziałem filmy, przy kt—rych miałem wrażenie, że zesp—ł nie spędził wystarczająco dużo czasu nad fazą takich właśnie przygotowań, a wtedy nic na ekranie nie jest sp—jne. W tej pracy sp—jność świata wymaga wyjścia bezpośrednio z opowiadanej historii, a do tego musimy wiedzieć kto tworzy film.
MCh: Wspomniał pan o ãRaporcie mniejszościÓ. Niedawno mieliśmy w polskich kinach film ãLudzkie dzieciÓ, w kt—rym fabuła osadzona jest wprawdzie w przyszłości, ale ma się wrażenie realizmu wyrastającego z dzisiejszej codzienności. I tam także efekty komputerowe wykorzystano chyba w spos—b bardzo subtelny.
BJ: To prawda, efekt—w było tam zresztą bardzo dużo. W filmie połączono obrazy statyczne z mn—stwem dodatkowo generowanych sekwencji. Na przykłąd nikt przy aktorach nie strzelał z prawdziwej amunicji. W tego typu filmie cel jest prosty: efekty komputerowe, cała postprodukcja i efekty specjalne muszą sprawiać kompletnie realistyczne wrażenie. Dlaczego? Dlatego, że w momencie, kiedy widownia oglądająca film natrafia na scenę, w kt—rej zastosowano jakiś efekt wizualny i widzowie stwierdzają: ãudał im się ten efekt specjalnyÓ, to znaczy, że przeszkodziliśmy im w przeżywaniu fabuły i widzowie myślą już o czym innym.
MCh: I to dow—d błędnego wykorzystania efekt—w komputerowych.
BJ: Absolutnie tak. Zburzenie tej tak zwanej czwartej ściany między widzem i tw—rcą jest błędem. Wszyscy to znamy, bo widzieliśmy to na przykład w reklamach telewizyjnych, w wielu filmach. Także w polskich filmach, w kt—rych zdarzyło się już kilka razy, że zastosowano mn—stwo efekt—w specjalnych i to całkiem nieźle wykonanych. Ale bywa, że w filmie zdarzyły się ze dwie sceny, kt—re nie sprawiały do końca realistycznego wrażenia i w rezultacie przyciągały uwagę widz—w, kt—rzy wychodzili p—źniej z kina i stwierdzali, że efekty komputerowe nie były za dobre, podczas gdy faktycznie 99% efekt—w było całkiem niezłe. Czasami wystarczy jedno ujęcie, by przeszkodzić widzowi w odbiorze filmu. Takie sceny potrafią na długo wyryć się w pamięci i wtedy trudno widz—w przekonać do opowiadanej historii. Z tego powodu daję moim klientom kilka rad. Po pierwsze, cokolwiek się da, należy nakręcić fizycznie, na planie. Po drugie, należy to nakręcić jak najlepiej i jak najoszczędniej. Nie ma sensu dodawać czegoś, czego nie jesteśmy pewni. A p—źniej można ewentualnie zacząć myśleć o dodawaniu czegoś, co uznamy za potrzebne. Oczywiście mamy cały zestaw zasad i formuł, określających co da się w filmie zrobić w spos—b przekonujący, a czego się nie da. Tacy ludzie jak Kino wnoszą ze swojej strony doświadczenie i wyczucie artysty, kt—ry uświadomi tw—rcy na przykład jak wyglądać będzie na obrazie atmosfera, albo na ile bardziej świetlista, czy na ile ciemniejsza byłaby w określonych okolicznościach powierzchnia określonych przedmiot—w i tak dalej. Kr—tko m—wiąc wnosi spojrzenie człowieka, kt—ry rozumie integrację wszelkich składowych. Nawiasem m—wiąc właściwie 90% naszej pracy polega dzisiaj na tym, że bierzemy ujęcie, kt—re jest prawie idealne, ale z powodu jakiegoś drobiazgu są z nim problemy – na przykład okazało się, że ktoś zostawił gdzieś na planie statyw, albo gdzieś na stole pojawiło się odbicie kogoś z ekipy, tego typu oczywiste sprawy.
KS: Albo zdjęcia zrealizowano w zadymionym pomieszczeniu, w kt—rym gdzieś z tyłu miały być widoczne jakieś elementy, ale nie widać ich z powodu dymu.
MCh: Skoro doszliśmy do uwag praktycznych, pozw—lcie panowie, że zaproponuję rzut oka na konkretne wyniki waszej pracy.
MCh: Panowie, powiedzcie zupełnie szczerze, czy zdarzyło się kiedykolwiek, że z inicjatywy reżysera, albo z własnej woli, stwierdziliście: to wygląda zbyt realistycznie, zr—bmy to trochę inaczej, żeby ludzie wiedzieli, że to efekt komputerowy.
BJ: Raczej nie. Powiedziałbym nawet, że naśladowanie rzeczywistości w pewnym sensie wymaga czegoś odwrotnego - zabrudzenia doskonałego obrazu. Gdybyśmy wygenerowali jakiś obraz komputerowo i wstawili go po prostu do klatki filmowej, nie mielibyśmy żadnej integracji z obrazem filmowym. Pow—d jest prosty: grafika komputerowa jest matematycznie doskonała. Czyli, powiedzmy, komputerowa kula jest idealnie okrągła, ale właśnie przez to nie wygląda realistycznie. Cała nasza praca polega w gruncie rzeczy na tym, żeby bez przerwy zanieczyszczać wygenerowany przez nas obraz, nawet w technologii high definition, bo także obraz w wysokiej rozdzielczości niesie ze sobą mn—stwo cech charakterystycznych dla danego medium – ziarno, szum, skutki fizycznej obr—bki taśmy filmowej i tak dalej. Sztuka polega zatem na tym, żeby wygenerowany obraz dopasować do tego, co nakręcono kamerą. Kiedy coś nam nie wychodzi reżyser m—wi zwykle, że ujęcie nie wygląda jeszcze idealnie wiarygodnie.
MCh: Wygląda sztucznie.
KS: Ale bywają też sytuacje takie, jak w filmie ãSky Kapitan i świat jutraÓ, gdzie historia jest bardzo wystylizowana i tw—rcy chcą, żeby wszystko było właśnie wystylizowane. Tam zdjęcia miały być staromodne, niczym w sztuce teatralnej i w związku z tym nie pr—bowaliśmy w tym filmie osiągnąć wrażenia absolutnego realizmu. Pr—bowaliśmy upodobnić wszystko do klasycznych dzieł sztuki, kt—re kochamy tak bardzo, że wprowadziliśmy je w ruch. Dzięki grafice komputerowej jesteśmy dzisiaj w stanie to zrobić.
MCh: Spotkaliśmy się w Europie, rozmawiamy w Polsce. Wyjaśnijmy może, jak w skali globalnej działa branża efekt—w specjalnych, bo podejrzewam, że wielu widz—w tego nie wie. Skoro jesteście Panowie tutaj, zakładam, że praca nad efektami specjalnymi do film—w hollywoodzkich nie przebiega wyłącznie w Stanach Zjednoczonych.
BJ: Pracuje się nad nimi na całym świecie. To wszystko tylko kwestia skali, bo przecież procesy komputerowej obr—bki obrazu są wszędzie takie same. Pozostaje zatem pytanie o możliwość przerobu. Akurat teraz jesteśmy obaj w Europie z zamiarem pomocy firmom europejskim, także polskim, w wykorzystaniu technologii komputerowych. Nie chcemy nikomu powiedzieć: przyjechaliśmy z Hollywood i mamy lepsze metody. Chcemy raczej zasugerować inne spojrzenie, pokazać, że można coś zrealizować w taki, czy inny spos—b, a p—źniej po prostu ewentualnie poprawić w postprodukcji. Powiedzmy, że ktoś ma zrealizować ujęcie z pociągiem wjeżdżającym do miasta i chciałby mieć w tle fabrykę, kt—rej tam faktycznie nie ma. Niesłychanie prosto jest osiągnąć tego typu efekt i dysponujemy odpowiednimi technikami, żeby to zrobić.
MCh: A możecie panowie ujawnić co konkretnie robicie w Polsce?
BJ: Kino przyjechał tylko na moment, bo pracuje obecnie w Niemczech nad filmem ãCzerwony BaronÓ. Ja natomiast pojawiłem się w Polsce z zamiarem uruchomienia tutaj kilku projekt—w i sprowadzenia do Polski kilku innych. Chciałbym skorzystać z pracy polskich specjalist—w, bo macie niesłychanie utalentowanych tw—rc—w, animator—w i artyst—w. Niestety do niedawna wyglądało to tak, że ledwo skończyli szkołę w Łodzi, pakowali walizki i wyjeżdżali do pracy do Stan—w Zjednoczonych, albo Londynu. Ja natomiast mam nadzieję, że uda mi się tutaj zrealizować parę pomysł—w.
MCh: To znaczy, że szukacie panowie konkretnych ludzi, wykonujących określone zadania, czy kontaktujecie się z firmami, kt—re są w stanie wykonać całe zlecenia?
BJ: Rozmawiamy z firmami i widzimy, że większość ich pracy polega na stosunkowo niewielkich projektach. Oczywiście powinny tego typu prace kontynuować, aczkolwiek jako państwo członkowskie w Unii Europejskiej macie teraz także możliwość realizować znacznie większe projekty.
KS: Dodam, że w Ameryce widzowie mają pewną specyficzną mentalność – myślą w kategoriach gatunk—w filmowych. W Europie nie myślimy wciąż tymi kategoriami, co oznacza, że jako tw—rcy mamy możliwość pracować nad projektami wykraczającymi poza znane gatunki. Ludzie mają bardziej otwarte głowy i chętniej akceptują nowe pomysły. Powiedziałbym, że z artystycznego punktu widzenia, środowisko tw—rc—w jest tutaj po prostu znacznie bardziej kreatywne.
MCh: Skoro m—wimy o odkrywaniu nowości, zadam panom ostatnie pytanie. Czy zastanawiacie się Panowie nad tym dokąd zmierza grafika komputerowa? Czy sądzicie, że kiedykolwiek będzie możliwe na przykład przekonujące komputerowe generowanie niestniejących aktor—w?
BJ: To już właściwie widzieliśmy.
MCh: Ale ciągle nie jest to zbyt przekonujące.
BJ: Myślę, że Gollum jako postać wygenerowana komputerowo okazał się absolutnie fantastyczny. Także w przypadku nowego Supermana jasne jest, że nie da się przecież zabrać człowieka w przestrzeń kosmiczną. Czyli w sensie możliwości technicznych tego typu animacja jest wykonalna. Natomiast co innego, kiedy m—wimy o przekonującej animacji w sensie występu aktorskiego. Do tego potrzeba naprawdę utalentowanych animator—w, kt—rzy są w stanie za pomocą aktora generowanego komputerowo przekazać emocje. Udało się przy Gollumie. W pewnym stopniu też przy Supermanie, czyli potrafimy już w ten spos—b opowiadać historie. Ale od razu powiem, że nie wierzę, że kiedykolwiek znajdziemy zastępstwo dla utalentowanych ludzi.
KS: Może się natomiast okazać, że da się zastąpić postacie.
BJ: Z pewnością, na przykład zwierzęta.
KS: Nie tylko. Pomyślcie, że nie mamy już dzisiaj na przykład aren gladiatorskich, bo z punktu widzenia moralnego byłoby to niedopuszczalne. Ale pewnie dałoby się je zaakceptować, gdyby okazało się, że wszystkie postacie w filmie, czy w programie telewizyjnym są generowane komputerowo. Ludzie mogliby się w—wczas zacząć utożsamiać z pewnymi postaciami, kt—re wprawdzie nie są prawdziwe, ale są postrzegane jako realistyczne dzięki pracy animator—w. Mogłoby się okazać, że pewnego dnia będziemy mieli w mediach komputerowo generowanych polityk—wÉ
MCh: Niewątpliwą zaletą byłaby w—wczas możliwość ich łatwego skasowaniaÉ Nie wiem, czy ta ostatnia myśl była szczeg—lnie zachęcająca. Skoro mamy dojść do komputerowo animowanych polityk—w, to może jednak zawczasu należałoby przerwać pracę nad komputerowym generowaniem jakichkolwiek postaciÉ Ale podoba mi się myśl, kt—ra padła z pańskiej strony: w ostatecznym rozrachunku chodzi zawsze o emocje, czyli w pewnym sensie nawet w przypadku postaci generowanych komputerowo poszukujemy zawsze człowieczeństwa i ludzkich odruch—w. Tą pozytywną myślą kończymy rozmowę, za kt—rą serdecznie panom dziękuję.